Rewolucja w podatkach od 2027 roku
Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych przez lata uchodził za bezpieczną przystań dla polskich przedsiębiorców. Prosty, przewidywalny i pozwalający na unikanie skomplikowanej księgowości system stał się wyborem setek tysięcy firm. Już od 1 stycznia 2027 roku zasady gry mogą się jednak radykalnie zmienić. Rządowa nowelizacja ustawy o PIT zakłada drastyczne ograniczenie dostępności tej formy rozliczeń.
Projekt, który pod koniec września trafił do Sejmu (druk sejmowy nr 3147), przewiduje przebudowę dotychczasowych progów. Choć zmiany w skali podatkowej mają przynieść ulgę części pracowników i klasy średniej, rachunek za te reformy mają zapłacić m.in. dynamicznie rozwijający się przedsiębiorcy.
Ośmiokrotne tąpnięcie. Limit w dół do 250 tysięcy euro
Najważniejsza i najbardziej bolesna zmiana dotyczy limitu przychodów, który uprawnia do korzystania z ryczałtu. Obecnie próg ten wynosi aż 2 mln euro. Ministerstwo Finansów zdecydowało się jednak na mocne cięcie – projekt zakłada spadek tego limitu do zaledwie 250 tys. euro.
Przeliczając to na polską walutę według średniego kursu NBP z początku października 2026 roku (gdzie euro kosztowało 4,3770 zł), nowy próg wyniesie w przybliżeniu 1 094 250 zł. Dla porównania, dotychczasowy limit oscylował w granicach 8,7 mln zł. Oznacza to redukcję dostępności formy aż o ok. 90 procent.
- Stary limit: 2 000 000 euro (ok. 8,7 mln zł)
- Nowy limit w projekcie: 250 000 euro (ok. 1,09 mln zł)
Warto spojrzeć na zimne liczby. Z danych zawartych w uzasadnieniu projektu wynika, że w 2024 roku przychody powyżej 250 tys. euro wykazało około 43 tysiące ryczałtowców, a ich łączny obrót sięgnął 102 mld zł. Osoby te z dnia na dzień mogą zostać pozbawione prawa do dotychczasowego sposobu rozliczania podatku.
Kluczowy moment: o ryczałcie na 2027 rok zdecyduje ten rok
Eksperci podatkowi zwracają uwagę na niezwykle istotny detal proceduralny. O tym, czy dany przedsiębiorca zachowa prawo do ryczałtu w 2027 roku, zadecyduje przychód zamknięty dokładnie do 31 grudnia 2026 roku. Czasu na manewry strategiczne zostało więc bardzo niewiele, a firmy muszą podsumować swoje dotychczasowe wyniki szybciej, niż wskazują na to standardowe kalendarze rozliczeniowe.
Co więcej, projekt wprowadza dodatkowy bat na najlepiej zarabiających – tzw. stawkę karną lub po prostu wyższą stawkę ryczałtu wynoszącą 17% dla nadwyżki przychodów ponad 300 tys. euro osiągniętej w trakcie roku podatkowego.
Kto jeszcze znajdzie się na celowniku fiskusa?
Rządowe plany nie kończą się wyłącznie na obniżeniu ogólnego progu przychodów. Pakiet zmian wymierzony jest również w specyficzne formy działalności, w tym m.in. w umowy najmu i dzierżawy zawierane z podmiotami powiązanymi (np. własną spółką). Resort dąży do uszczelnienia systemu, w którym wspólnicy czerpali zyski z pominięciem klasycznej dywidendy.
Przedsiębiorcy nie ukrywają oburzenia, wskazując, że nagłe obcięcie limitów uderzy w małe i średnie firmy, które miały prawo czuć się stabilnie w obecnych realiach gospodarczych. Ostateczny los przepisów leży teraz w rękach parlamentu – ustawa musi przejść ścieżkę sejmową, senacką oraz zyskać podpis prezydenta, aby wejść w życie zgodnie z planem.
Źródło: Ekonomia – Ekonomia w RMF24

KOMENTARZE