Rutynowa kolizja, która zamieniła się w horror
W piątek, 23 października 2026 roku, przed godziną 19:00 na ulicy Energetyków w Radomiu doszło do zdarzenia, które wstrząsnęło policjantami. Kierujący osobowym Fordem najechał na tył Toyoty, która zatrzymała się przed sygnalizacją świetlną. Standardowa kolizja drogowa w jednej chwili przerodziła się w mrożącą krew w żyłach sprawę kryminalną.
Gdy na miejsce dotarł patrol radomskiej drogówki, szybko wyszło na jaw, że kierowca forda ma poważne problemy z prawem. 35-letni mężczyzna był pijany. Badanie alkomatem wykazało u niego aż 2,5 promila alkoholu w organizmie. Pijany był również pasażer siedzący na przednim fotelu. To jednak dopiero początek makabrycznych odkryć.
Ciało na tylnej kanapie
Gdy funkcjonariusze dokładnie sprawdzili wnętrze pojazdu, na tylnym siedzeniu natknęli się na człowieka, który nie dawał żadnych oznak życia. Okazało się, że przewożony tam 43-letni mieszkaniec Radomia nie żyje.
Wśród kluczowych faktów w sprawie wyróżniają się:
- Data zdarzenia: Piątek, 23 października 2026 r., ok. godz. 18:50.
- Lokalizacja: ul. Energetyków, Radom (województwo mazowieckie).
- Stan kierowcy: 35-latek miał w organizmie 2,5 promila alkoholu.
- Tragiczny ładunek: Na tylnej kanapie znajdowały się zwłoki 43-letniego mężczyzny, a podróżujący z kierowcą pasażer również znajdował się w stanie głębokiego upojenia alkoholowego.
Co działo się w samochodzie? Śledztwo prokuratury
Obaj żyjący uczestnicy tego zdarzenia zostali natychmiast zatrzymani i osadzeni w policyjnym areszcie. Mundurowi czekają, aż mężczyźni całkowicie wytrzeźwieją, by móc przeprowadzić z nimi niezbędne czynności procesowe.
Na miejscu pod nadzorem prokuratora pracowały ekipy dochodzeniowo-śledcze. Śledczy zlecili przeprowadzenie sekcji zwłok 43-latka, która ma kluczowe znaczenie dla śledztwa. To ona wykaże, jaka była dokładna przyczyna oraz czas zgonu mężczyzny – czy zmarł przed podróżą, czy też doszło do przestępstwa w trakcie jazdy. Sprawa pozostaje w toku.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE