Kolejny triumf Biało-Czerwonych i… tradycyjne dyskusje
Reprezentacja Polski siatkarzy znów to zrobiła. W wielkim finale mistrzostw Europy rozegranym we wrześniu 2026 roku podopieczni Nikoli Grbicia pokonali gospodarzy i rywali z Trójkolorowych 3:1, obroniając tym samym tytuł wywalczony przed trzema laty. Emocje po ostatnim gwizdku jeszcze na dobre nie opadły, a w mediach i środowisku siatkarskim wybuchła gorąca dyskusja. Chodzi o nagrody indywidualne, a w szczególności o statuetkę MVP dla Wilfredo Leona.
To już drugie z rzędu takie wyróżnienie dla potężnie serwującego przyjmującego na mistrzostwach Starego Kontynentu. Podobny sukces zanotował w 2023 roku. Czy wybór był oczywisty? Niekoniecznie. Wokół werdyktu natychmiast narosły kontrowersje, a głos w tej sprawie zabrał sam selekcjoner.
Grbić zaskoczony brakiem nagród dla innych
Decyzja organizatorów turnieju zaskoczyła nie tylko kibiców, ale – jak się okazuje – również samego trenera reprezentacji Polski. Nikoła Grbić w pomeczowych wypowiedziach otwarcie przyznał, że brakuje mu w gronie wyróżnionych kilku nazwisk.
- Wilfredo Leon zgarnął statuetkę MVP oraz miejsce w drużynie marzeń, mimo że w turnieju bywały momenty, w których gubił rytm i musiał ustępować miejsca na boisku.
- W półfinale ze Słowenią Leon zszedł z boiska przed czasem z powodu problemów mięśniowych w lewej nodze.
- W finale z Francją zaczął koncertowo od trzech asów serwisowych z rzędu, ale później zmagał się z problemami w przyjęciu i ataku.
— Nie wiem, dlaczego Semeniuk albo Fornal nie zdobyli nagrody. Czasami w Polsce też mamy taki wybór indywidualnych wyróżnień, które są zaskakujące — skomentował bez ogródek Nikola Grbić.
Kto zasłużył bardziej?
Wskazanie na Kamila Semeniuka lub Tomasza Fornala nie jest przypadkowe. Semeniuk w kluczowych momentach potrafił doskonale zastąpić kolegę i wnieść niezbędną jakość, a sam selekcjoner wykazał się odwagą, dokonując roszad w składzie. Z kolei Fornal rozegrał kapitalny turniej, pieczętując dobrą grę m.in. ostatnim punktem dającym złoty medal.
Ostatecznie do drużyny marzeń ME 2026 trafiło aż czterech Polaków: obok Leona znaleźli się w niej środkowi Szymon Jakubiszak i Bartłomiej Lemański oraz niezastąpiony libero Jakub Popiwczak. Trudno jednak uciec od wrażenia, że przy tak miażdżącej dominacji Biało-Czerwonych głodnych sukcesu i kolejnych medali, chętnych na indywidualne zaszczyty było znacznie więcej niż samych statuetek.

KOMENTARZE