Nowe prawo w Białym Domu
W piątek, 18 września 2026 roku, prezydent USA Donald Trump sfinalizował jeden z najgłośniejszych kroków wymierzonych w gospodarkę Kremla ostatnich lat. Bez obecności kamer i bez oficjalnego komentarza ze strony administracji podpisano ustawę znaną jako Lindsey O. Graham Sanctioning Russia and Iran Act of 2026.
Dokument nazwany na cześć zmarłego senatora to efekt wielomiesięcznych, trwających od kwietnia 2025 roku przepychanek między Kongresem a Białym Domem. Choć początkowo amerykańska administracja kręciła nosem na zbyt sztywne ramy prawne, ostatecznie zwaśnione strony doszły do porozumienia. Pakiet przedłuża też restrykcje wobec Iranu aż do 2031 roku.
Cła do 100 procent i bat na „flotę cieni”
Głównym ostrzem nowej ustawy są drugorzędne cła sięgające nawet 100 proc.. Mogą one uderzyć w państwa, które figurują jako najwięksi importerzy rosyjskiej ropy naftowej i gazu, lub aktywnie pomagają Moskwie w omijaniu dotychczasowych embarg. Przepisy dają Waszyngtonowi 30 dni na wdrożenie mechanizmów nacisku.
Choć w samej treści ustawy nie wskazano palcem konkretnych państw, senackie analizy handlowe nie pozostawiają złudzeń. W orbicie ryzyka znalazły się m.in.:
- Chiny oraz Indie jako gigantyczni odbiorcy surowców,
- państwa europejskie takie jak Węgry czy Słowacja,
- kraje tranzytowe i pośrednicy, w tym Turcja, Azerbejdżan czy Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Ustawa kodyfikuje również sankcje personalne wobec rosyjskich władz, banków oraz uderza w tzw. flotę cieni — czyli starzejące się tankowce, za pomocą których Rosja bezczelnie przemyca surowce po światowych oceanach.
Reakcje: Od radości Kijowa po wściekłość Moskwy
Reakcje świata tradycyjnie nie kazały na siebie długo czekać. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nie ukrywał zadowolenia, pisząc w mediach społecznościowych, że szybkie wdrożenie ustawy będzie najlepszą drogą do wymuszenia pokoju. Zupełnie inny ton nadano w Rosji. Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew tradycyjnie nie przebierał w słowach, grzmząc o „rusofobicznym okrucieństwie” i zapowiadając twardą odpowiedź Moskwy.
Eksperci zwracają jednak uwagę na jedną, kluczową furtkę: prezydent USA ma ogromną swobodę decyzyjną. Trump może (ale nie musi) sięgnąć po maksymalne stawki ceł, a sankcje mogą zostać wstrzymane w imię tzw. interesu narodowego. Czy Biały Dom faktycznie użyje tej gospodarczej broni jako maczugi, czy zostawi ją jedynie w charakterze straszaka? Czas pokaże, ale Moskwa z pewnością nie może spać spokojnie.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE