Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego jedzenie w szpitalu od lat uchodziło za żart z memów? Kawałek suchego chleba, plasterek szarej wędliny i tajemnicza breja o nieustalonym smaku to przeszłość, która właśnie odchodzi do lamusa. Od 1 stycznia weszły w życie nowe, obowiązkowe standardy organizacyjne żywienia zbiorowego w placówkach medycznych. Szpitale dostały czas na pełne wdrożenie tych przepisów do końca sierpnia. Co to oznacza w praktyce dla pacjentów?
Koniec wolnej amerykanki w kuchniach i nowe zasady Ministerstwa Zdrowia
Zakończony niedawno dobrowolny pilotaż „Dobry posiłek w szpitalu” przetarł szlaki, ale teraz zasady stały się twardym prawem dla wszystkich. Ministerstwo Zdrowia ujednoliciło wymagania, a nad wszystkim czuwają eksperci m.in. z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB. Każdy jadłospis musi być teraz układany przez wykwalifikowanego dietetyka na co najmniej 10 dni do przodu. Koniec z improwizacją i tanimi zapychaczami.
Co więcej, pacjent nie jest już anonimowym zjadaczem kalorii. Szpitale mają obowiązek publikować szczegółowe informacje o posiłkach – od dokładnej kaloryczności, przez bilans makroskładników (białko, tłuszcze, węglowodany), aż po alergeny i gramaturę potraw. Przerwa nocna między kolacją a śniadaniem nie może przekraczać 13 godzin, co dla wielu chorych oznacza ulgę po wielogodzinnych postach.
Dieta jako lek, a nie zbędny dodatek do pobytu
Lekarze wreszcie głośno mówią to, co dietetycy powtarzali od lat: niewłaściwe żywienie to prosta droga do niedożywienia szpitalnego, które drastycznie wydłuża czas leczenia i zwiększa ryzyko powikłań pooperacyjnych. Dobrze skomponowana dieta wspiera odporność, przyspiesza regenerację tkanek i sprawia, że pacjent szybciej wraca do domu.
W najlepszych placówkach standardem staje się też wybór dań – chory na diecie podstawowej może często wybrać wersję wegetariańską lub alternatywny wariant obiadowy. Szpitale muszą też zapewniać stały dostęp do wody pitnej na oddziałach, co wcześniej bywało luksusem.
Ból głowy dyrektorów, czyli kwestia pieniędzy
Brzmi pięknie, ale dyrektorzy szpitali patrzą na te zmiany z niepokojem. Koszt wdrożenia nowych standardów szacuje się na ogromne kwoty w skali kraju, a mniejsze, powiatowe placówki już teraz trzeszczą w szwach pod względem finansowym. Zapewnienie pełnowartościowego, świeżego i zbilansowanego cateringu – często realizowanego przez firmy zewnętrzne takie jak Rekeep – kosztuje znacznie więcej niż dotychczasowe budżety żywieniowe. Czy dodatkowe środki z NFZ w pełni pokryją te apetyty? Czas pokaże, czy rewolucja nie utknie w martwym punkcie biurokracji i cięć kosztów.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE