Koniec pewnej epoki w Miastku. Szpital na dnie zadłużenia i dramat pacjentów

Strona głównaZdrowie

Koniec pewnej epoki w Miastku. Szpital na dnie zadłużenia i dramat pacjentów

Koniec błędów przy kasie w aptece. System e-zdrowia wytnie wadliwe recepty u źródła
Kryzys w polskiej ochronie zdrowia: Dlaczego brakuje lekarzy, a system tonie w długach?
Cicha pandemia nadwagi w Polsce. Co mówią twarde dane z gabinetów POZ?

Sierpniowe dni 2026 roku zapisały się czarną kartą w historii lokalnej społeczności na Pomorzu. Szpital Miejski w Miastku ostatecznie przestał funkcjonować, a do sądu oficjalnie trafił wniosek o ogłoszenie jego upadłości. Zadłużenie placówki przekroczyło gargantuiczną kwotę **40–50 milionów złotych**, pociągając za sobą lawinę, której nie udało się już zatrzymać.

To nie była nagła awaria. To wieloletni proces, który burmistrz Miastka, Jerzy Wójtowicz, bez ogródek nazwał „efektem kuli śnieżnej”.

Puste korytarze i kartki na drzwiach

Zamiast tłumów pacjentów oczekujących na pomoc, dzisiejsze korytarze szpitala w Miastku wypełnia głucha cisza. Na frontowych drzwiach placówki zawisła surowa rzeczywistość – kartka z adresami i nazwami innych miast. Po pomoc medyczną mieszkańcy muszą teraz jeździć dziesiątki kilometrów dalej: do Bytowa (ok. 43 km), Słupska (ok. 58 km), Chojnic czy Kościerzyny.

Na miejscu zostali jedynie zdezorientowani pracownicy. Personel, który przez lata ratował ludzkie życie, dziś zajmuje się głównie jednym: odsyłaniem chorych i wydawaniem zaległych historii chorób.

„Pracuję za darmo od czerwca i teraz już nie wiem, co będzie dalej. Wszystko jest pozamykane, drukarki powywlekane, to po prostu cyrk, a nie praca” – opowiada rozgoryczona pielęgniarka z wieloletnim stażem, której do upragnionej emerytury zostały zaledwie dwa lata.

Gdzie podziały się miliony? Kominowe pensje i afera z neurochirurgami

Jak to możliwe, że miejski szpital zbankrutował? Powody są złożone, ale obraz, jaki wyłania się z kontroli i wypowiedzi władz, poraża.

  • Gigantyczne zarobki: W ostatnim roku stawki dla lekarzy na niektórych oddziałach sięgały od 250 do nawet 400 zł za godzinę. W skrajnych przypadkach pojedynczy medyk inkasował miesięcznie do 150 tysięcy złotych. Nie brakowało też głosów o wybranych pielęgniarkach zarabiających po 27 tys. zł.
  • Podejrzane procedury i kara z NFZ: Ogromnym ciosom finansowym towarzyszyła lipcowa decyzja Narodowego Funduszu Zdrowia, który nałożył na szpital karę w wysokości 13,2 miliona złotych. Kontrola wykryła drastyczne nieprawidłowości przy rozliczaniu zabiegów neurochirurgicznych – zewnętrzna spółka wykazywała rzekomo po kilkadziesiąt procedur na dobę, generując absurdalne koszty.
  • Zaległe wypłaty: Ponad 180 osób objęto zwolnieniami grupowymi. Wielu pracowników nie widziało pensji od maja czy czerwca, a składki na ZUS nie były opłacane od miesięcy.

Co dalej z opieką w regionie?

Włodarze miasta próbują uspokajać nastroje, twierdząc, że upadłość spółki to krok konieczny, by odciąć nawarstwione długi i uratować strukturę budynku pod nowy podmiot. Samorząd planuje sprzedaż zgliszcz dawnego szpitala inwestorowi, który być może przywróci podstawowe usługi medyczne.

Tymczasem sprawą zajmują się już prokuratura oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne. Dla zwykłego mieszkańca Miastka teoria o „nowym początku” brzmi jednak jak ponury żart w sytuacji, gdy o własne zdrowie trzeba drżeć, pokonując autem kilkadziesiąt kilometrów do najbliższego w miarę stabilnego szpitala.

Źródło: Polska – Polska w RMF24

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: