Kryzys wokół in vitro. Kliniki alarmują premiera o błędach w podziale milionów

Strona głównaZdrowie

Kryzys wokół in vitro. Kliniki alarmują premiera o błędach w podziale milionów

Koniec milionowych kontraktów w szpitalach? Rząd szykuje sztywne limity zarobków dla lekarzy
Pilna narada w KPRM u Tuska. W tle rosyjskie drony i nowa strategia na granicy
Hau, hau w Sejmie. Skandaliczne zachowanie posłanki PiS podczas wystąpienia wicepremiera
Sejmowa burza wokół Zondacrypto. Premier odsłonił karty i zacytował akta
Kolejne starcie na linii rząd-prezydent. Premier wzywa Karola Nawrockiego do decyzji ws. cen paliw
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Miliony na in vitro pod lupą. O co kruszą się kopie?

Rządowy program refundacji in vitro od samego początku budził ogromne nadzieje. Liczby robią wrażenie — mowa o kilkunastu tysiącach dzieci urodzonych dzięki wsparciu państwa i setkach milionów złotych pompowanych w system. Jednak im większe pieniądze wchodzą w grę, tym głośniej wrze za zamkniętymi drzwiami gabinetów. Do premiera **Donalda Tuska** trafił oficjalny apel przygotowany przez Pracodawców RP. Sygnatariusze nie gryzą się w język: żądają pilnej interwencji w sprawie tego, jak Ministerstwo Zdrowia dzieli dodatkowe ponad **80 mln zł**.

Problem nie wziął się znikąd. Zamiast płynnego finansowania, kliniki leczenia niepłodności co roku zmagają się ze ścianą. Środki topnieją w oczach, a pacjenci zostają na lodzie.

Algorytm niezgody i „papierowa” skuteczność

Główne ostrze krytyki skierowano w stronę mechanizmu rozdzielania publicznych środków. Środowisko medyczne wytyka resortowi zdrowia, że tzw. algorytm skuteczności oparto na danych, które — delikatnie mówiąc — mijają się z rzetelnością. Kontrolerzy i sami praktycy wskazują na absurdalne błędy rachunkowe w raportach nadsyłanych przez niektóre placówki.

Kiedy w dokumentach pojawiają się doniesienia o porodach bez wcześniejszych ciąż czy drastycznych rozbieżnościach w liczbie transferów zarodków, trudno mówić o przejrzystym systemie. Efekt? Pieniądze nie idą tam, gdzie faktycznie czekają zdesperowani pacjenci, lecz utrwalają dawne dysproporcje między ośrodkami.

  • Tysiące par z ryzykiem odwołania zabiegów.
  • Zarzuty o faworyzowanie wyselekcjonowanych placówek.
  • Brak realnych narzędzi do bieżącego monitorowania ruchu pacjentów w systemie.

Pacjenci płacą najwyższą cenę

W całej tej biurokratycznej i algorytmicznej przepychance najtrudniej mają ci, dla których zegar biologiczny tyka najgłośniej. Czas oczekiwania na procedurę urasta do rangi dramatu. Choć deklaracje o zwiększeniu budżetu programu do **600 mln zł rocznie** brzmią dumnie, rzeczywistość gabinetowa pokazuje, że podział tych środków wciąż kuleje.

Czy apel do szefa rządu zmusi resort do rewizji zasad? Bez transparentnego zweryfikowania danych i uszczelnienia reguł gry, rządowy sukces demograficzny może utonąć w chaosie finansowych rozliczeń.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: