Mechanika upływającego czasu podzieliła graczy
Premiera The Blood of Dawnwalker – debiutanckiego RPG od studia Rebel Wolves – przyniosła nie tylko falę zachwytów, ale też ogromne kontrowersje. Wszystko za sprawą unikalnego systemu upływającego czasu, który nakłada na gracza presję zaledwie 30 dni i nocy na uratowanie rodziny głównego bohatera, Coena.
Choć mechanika ta nie odlicza czasu w tle, a jedynie pożera zasoby podczas wykonywania konkretnych zadań czy rozwijania umiejętności, wielu graczy poczuło się przytłoczonych. W sieci wrzało, a modyfikacje usuwające ten system cieszyły się gigantyczną popularnością już w pierwszych tygodniach po debiucie gry we wrześniu 2026 roku.
Co z kolejnymi grami z serii?
W rozmowie z zagranicznymi mediami reżyser gry i szef studia, Konrad Tomaszkiewicz, odniósł się do przyszłości marki. Okazuje się, że powrót kontrowersyjnego zegara wcale nie jest przesądzony.
- Studio nie podjęło jeszcze ostatecznych decyzji co do kształtu kolejnych odsłon.
- Deweloperzy zamierzają eksperymentować z nowymi rozwiązaniami.
- Mechanika czasu pojawi się w przyszłych projektach tylko wtedy, gdy naturalnie wpisze się w opowiadaną historię.
„Jeśli dostaniemy fragment historii lub całą opowieść, w ramach której to zadziała, wykorzystamy to. Jeśli nie, nie będziemy tego robić na siłę” – tłumaczy Tomaszkiewicz. Twórca przyznał również, że fala krytyki dotarła do zespołu w bardzo bezpośredni sposób, zahaczając nawet o prywatne wiadomości od niezadowolonych fanów.
Przyszłość pełna eksperymentów
Choć standardowe przejście gry pozwala na poznanie około 80% zawartości mimo ograniczeń czasowych, a w planach jest wyczekiwany tryb Nowa Gra Plus, Rebel Wolves nie zamierza zamykać się w jednym schematycznym szablonie rozgrywki. Zespół bada obecnie inne, określane mianem „szalonych”, pomysły, które w najbliższych latach mogą mocno wstrząsnąć gatunkiem RPG.
Źródło: Gry w INTERIA.PL

KOMENTARZE