Burza w Sejmie po posiedzeniu PiS
We wtorek, 1 września 2026 roku, w paramentarnych korytarzach zawrzało. Podczas zamkniętego posiedzenia klubu parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość doszło do sytuacji, która natychmiast wywołała polityczną burzę. Posłowie opozycji zauważyli, że jedna z kamer skierowanych na salę obrad była włączona. Sprawa szybko wyszła na jaw za sprawą mediów społecznościowych.
Głos w sprawie zabrał m.in. poseł Michał Wójcik, który nie krył oburzenia. W ostrych słowach skomentował incydent w sieci, określając go mianem „absolutnego skandalu”. Polityk pytał retorycznie, jak w podobnej sytuacji zachowałby się marszałek Sejmu, gdyby kamery niespodziewanie zarejestrowały naradę klubu Lewicy.
Reakcja marszałka i tłumaczenia Kancelarii
Do zarzutów szybko odniósł się wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Podczas spotkania z dziennikarzami zapowiedział, że całą sytuację dokładnie przeanalizuje Kancelaria Sejmu. Wskazał również, że posłowie PiS powinni bezpośrednio zwrócić się do szefa Kancelarii Sejmu, aby uzyskać pełne techniczne wyjaśnienia.
Podobne incydenty w przeszłości bywały już powodem spięć na linii opozycja–marszałek. Choć nowoczesne systemy transmisyjne bywają zawodne, a migające diody często oznaczają jedynie czuwanie urządzeń przełączających sygnał między pomieszczeniami, politycy rzadko przechodzą obok takich tematów obojętnie. Z punktu widzenia Sejmu kluczowe jest teraz wygaszenie emocji i pokazanie, że poufność wewnętrznych spotkań poszczególnych ugrupowań nie została naruszona.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE