Temat, który przez lata uchodził za polityczne tabu, znów z hukiem wraca do debaty publicznej. Wokół systemu emerytalnego narasta napięcie, a w dyskusji pojawiają się argumenty zaczerpnięte z globalnych porównań. Padają mocne słowa o tym, że Polska nie może dłużej windować rozwiązań, które zbliżają nas do najbardziej nietypowych modeli na świecie.
Kolumbijski punkt odniesienia i globalne statystyki
Wszystko za sprawą twardych danych międzynarodowych. Z analiz organizacji zrzeszających rozwinięte gospodarki wynika, że na tle globu wypadamy osobliwie. W OECD – liczącej 38 państw – w 2024 roku istniały zaledwie dwa systemy (kolumbijski oraz turecki), które gwarantowały kobietom prawo do wcześniejszego zakończenia pracy niż w Polsce (odpowiednio 57 i 49 lat). Takie same zasady jak nad Wisłą obowiązywały jedynie w odległym Chile.
Wszystkie pozostałe rozwinięte kraje wymagają od kobiet dłuższego stażu. Co więcej, uśredniony wiek emerytalny dla młodego pokolenia w krajach rozwiniętych zmierza w stronę 67. roku życia, a państwa te regularnie podnoszą poprzeczkę, nie planując żadnych obniżek.
Polityczny zwrot akcji i książkowe apele
Oliwy do ognia dolewają publikacje oraz wystąpienia osób związanych z obozami władzy. Co ciekawe, głosy o konieczności ponownego przemyślenia wieku emerytalnego pojawiają się ze strony środowisk, które lata temu decydowały się na jego obniżenie. Temat ten poruszany jest m.in. w formie książkowych apeli oraz debat gospodarczych, co pokazuje, że presja demograficzna i finansowa zaczyna brać górę nad politycznym kalkulowaniem.
Eksperci od dawna ostrzegają przed skutkami obecnego stanu rzeczy:
- Gwałtownie rośnie liczba osób pobierających świadczenia poniżej minimalnego poziomu.
- System ubezpieczeń społecznych zmaga się z gigantyczną dziurą budżetową.
- Kurcząca się liczba pracowników musi utrzymać rosnącą armię emerytów.
Mit spracowanego Polaka a rzeczywistość
Kiedy w mediach pada hasło wydłużenia pracy, natychmiast pojawia się obraz skrajnie zmęczonego fizycznie seniora. Statystyki demograficzne i rynkowe rysują jednak nieco inny obraz. Zaledwie jednocyfrowy odsetek osób tuż przed wiekiem emerytalnym w Polsce wykonuje najcięższe prace fizyczne wymagające dźwigania ciężarów – to wynik zbliżony do średniej unijnej, a jednocześnie niższy niż w krajach takich jak Holandia, Niemcy czy Finlandia, gdzie pracuje się znacznie dłużej.
Mimo to, politycy panicznie boją się tego tematu, pamiętając społeczny gniew z 2012 roku. Pytanie brzmi jednak nie czy, ale kiedy presja ekonomiczna zmusi kolejne ekipy rządzące do bolesnej, lecz nieuniknionej korekty kursu.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE