Brutalne zderzenie z europejską rzeczywistością
Dzisiejszy czwartek przyniósł kolejne bolesne zweryfikowanie ambicji mistrzów Polski na międzynarodowej arenie. Lech Poznań podejmował przy Bułgarskiej silny Bayer Leverkusen w ramach 2. kolejki fazy ligowej Ligi Europy. Mecz zakończył się katastrofalnym wynikiem 0:4, co dokładnie powtórzyło scenariusz z inauguracji pucharowej jesieni przeciwko Crystal Palace.
Kolejorz po dwóch rozegranych spotkaniach ma na koncie okrągłe zero punktów oraz zatrważający bilans bramkowy wynoszący 0:8. Takie statystyki dają poznaniakom niechlubne, ostatnie 36. miejsce w zbiorczej tabeli rozgrywek.
Festiwal błędów i koncert Patrika Schicka
Początek spotkania wcale nie zwiastował tak druzgocącej porażki. Przez pierwszy kwadrans podopieczni Nielsa Frederiksena potrafili odważnie doskoczyć do rywala, a dryblingi Patrika Walemarka czy Luisa Palmy momentami mąciły szyki defensywne „Aptekarzy”. Sytuacja zaczęła się jednak drastycznie sypać w 13. minucie, gdy boisko z powodu kontuzji musiał opuścić filar defensywy, Wojciech Mońka.
To, co wydarzyło się między 25. a 38. minutą, przeszło do koszmarnych kronik klubu z Wielkopolski:
- 25. minuta: Terry Yegbe zagrywa piłkę ręką we własnym polu karnym, a sędzia wskazuje na wapno.
- Patrik Schick pewnie wykorzystuje jedenastkę, otwierając wynik meczu.
- Kilka chwil później Malik Tillman bezlitośnie pakuje piłkę do siatki po zamieszaniu pod bramką Mateusza Lisa.
- W 38. minucie Schick ponownie staje przed szansą z rzutu karnego (sprokurowanego tym razem przez Mateusza Skrzypczaka) i ustala wynik pierwszej połowy na szokujące 0:3.
Bezradność po przerwie i perspektywy
W drugiej odsłonie meczu obraz gry nie uległ zmianie. Mimo że trener Bayeru Carles Martinez dokonał kilku korekt, a tempo spotkania nieco spadło, Lech nie potrafił znaleźć recepty na sforsowanie niemieckiej defensywy. Kropkę nad „i” w końcówce postawił Ibrahim Maza, który w 89. minucie wykorzystał wolną przestrzeń i podwyższył na 0:4.
W rodzimej Ekstraklase poznaniakom wiedzie się wyśmienicie, jednak przeskok jakościowy na europejskie salony obnaża wszelkie mankamenty kadrowe. Czasu na rozpamiętywanie nie ma – już w kolejnej serii gier Kolejorza czeka domowe starcie z kolejnym gigantem z Anglii, zespołem Sunderlandu. Czy tam uda się wreszcie przełamać strzelecką niemoc?

KOMENTARZE