77-letni morderca stracony na Florydzie. Ostatnie słowa skazańca po trzech dekadach w celi śmierci

Strona głównaŚwiat

77-letni morderca stracony na Florydzie. Ostatnie słowa skazańca po trzech dekadach w celi śmierci

Awantura w Gabinecie Owalnym. Donald Trump kazał uciszyć się dziennikarce CNN, a Biały Dom uderzył w jej dzieci
Amerykański dług publiczny przekroczył 40 bilionów dolarów. Historyczna granica pękła
Tajemnicza misja szefa CIA w Moskwie. Ekspert ostrzega před prawdziwym celem Kremlu
Dyplomatyczna ofensywa Waszyngtonu. Wysłannici Trumpa po rozmowach na Kremlu jadą do Kijowa
Waszyngton odkręca kurek z pomocą. Amerykańskie miliony z Europy płyną do Ameryki Łacińskiej
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Egzekucja w celi śmierci na Florydzie

We wtorek, 29 września 2026 roku, w więzieniu stanowym Florida State Prison niedaleko miasteczka Starke wykonano wyrok śmierci na 77-letnim Curtisie Wilkie Beasleyu. Skazany został stracony poprzez zastrzyk trucizny, a urzędnicy ogłosili jego zgon o godzinie 6:12 wieczorem.

Beasley spędził w celi śmierci ponad trzy dekady. Był najstarszym spośród więźniów traconych w ostatnich miesiącach i zarazem 16. osobą straconą na Florydzie w 2026 roku. Statystyki te pokazują, jak bezwzględnie stan ten realizuje najwyższy wymiar kary.

Zbrodnia sprzed ponad trzydziestu lat

Do brutalnego morderstwa doszło w sierpniu 1995 roku w miejscowości Dundee na Florydzie, niedaleko Orlando. Ofiarą była 62-letnia Carolyn Monfort. Beasley – wówczas 46-letni mężczyzna – znał rodzinę kobiety i tymczasowo mieszkał w jej domu, pomagając przy pracach remontowych.

Jak wykazało śledztwo, sprawca zaatakował Monfort młotkiem stolarskim. Kobieta doznała kilkunastu poważnych urazów głowy i twarzy, a ślady na jej dłoniach wskazywały, że desperacko próbowała się bronić. Po zbrodni oprawca uciekł z miejsca zdarzenia, kradnąc należący do ofiary samochód. Został zatrzymany dopiero po jakimś czasie w Alasce lub Alabamie, gdzie ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem. W 1998 roku usłyszał wyrok śmierci za morderstwo pierwszego stopnia.

Ostatnie chwile i przeprosiny

Gdy zasłona w sali straceń poszła w górę, Beasley leżał już przypięty do noszy z wkłuciem dożylnym w ręku. Gdy naczelnik więzienia zapytał go, czy chce wygłosić ostatnie oświadczenie, skazany odpowiedział krótko: „Chcę przeprosić za wszystkie błędy, które popełniłem”.

Świadkowie egzekucji relacjonowali, że po tych słowach jego głos stał się niezrozumiały, a mężczyzna rzewnie płakał, dopóki toksyczna substancja nie zaczęła działać. Po chwili jego oddech stał się ciężki i płytki, a wezwany na miejsce medyk oficjalnie stwierdził zgon.

Kontrowersje wokół wieku i systemu

W ostatnich tygodniach poprzedzających egzekucję obrońcy Beasleya dwoili się i troili, próbując ratować mu życie. Argumentowali, że poddawanie egzekucji 77-letniego, schorowanego i wykazującego oznaki demencji starczej człowieka stanowi okrutną oraz nietypową karę. Zarówno Sąd Najwyższy Florydy, jak i Sąd Najwyższy USA odrzuciły jednak te apelacje.

Krytycy polityki karnej przypominają, że sprawa Beasleya obnaża kontrowersyjne mechanizmy prawne Florydy – w tym orzekanie kary śmierci przez niejednogłośny skład ławy przysięgłych, co w większości innych amerykańskich stanów dawno zostało odrzucone. Mimo protestów organizacja państwowa kontynuuje falę egzekucji, zbliżając się do ubiegłorocznego, rekordowego bilansu.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: