Geopolityczne tąpnięcie na rynku nawozów
Wrzesień 2026 roku przynosi kolejne niesnaski w relacjach handlowych między Stanami Zjednoczonymi a Kanadą. Prezydent USA Donald Trump ogłosił w poniedziałek, 21 września 2026 roku, że administracja w Waszyngtonie pracuje nad „ogromną umową” dotyczącą importu potażu bezpośrednio z Białorusi. Zgodnie z zapowiedziami publikowanymi w mediach społecznościowych surowiec ten miałby kosztować „znacznie mniej” niż ten sprowadzany dotychczas od północnego sąsiada.
Decyzja ta natychmiast wywołała burzę. Kanadyjscy politycy nie zostawili na pompowanym przez Biały Dom układzie suchej nitki, wskazując na moralny i ekonomiczny absurd całej sytuacji.
„Skrwawiony potaż” i wspieranie Kremlu
Najostrzej na słowa amerykańskiego przywódcy zareagował Scott Moe, premier prowincji Saskatchewan, która jest absolutnym sercem kanadyjskiego przemysłu wydobywczego soli potasowych. W oficjalnym wpisie nie patyczkował się z doborem słów.
— Kupowanie od Białorusi potażu splamionego krwią to wprost popieranie rosyjskiej agresji. To jest złe i nie ma żadnego sensu — grzmiał Moe.
Premier przypomniał niewygodny dla Waszyngtonu fakt: ponad 40 państw, w tym Stany Zjednoczone oraz kraje sojusznicze, nałożyło surowe sankcje na Mińsk za wspieranie militarnej napaści na Ukrainę. Krytycy zwracają uwagę na czystą logistykę, która w tym wariancie traci jakikolwiek racjonalny fundament. Transport surowca musiałby odbywać się najpierw przez terytorium Rosji, następnie drogą morską i lądową, co w praktyce niweluje rzekome oszczędności cenowe i uderza w normy etyczne.
Amerykańskie rolnictwo na smyczy importu
Tło politycznego sporu tkwi w potężnych liczbach. Stany Zjednoczone sprowadzają z zagranicy niemal cały potrzebny im potaż, kluczowy składnik nawozów sztucznych niezbędnych dla tamtejszego rolnictwa. Około 79–85 proc. amerykańskiego importu tego surowca pochodzi tradycyjnie z Kanady — głównie właśnie z prowincji Saskatchewan, gdzie wydobywa się gigantyczne ilości minerału.
Z kolei rola Białorusi na globalnym rynku, choć istotna (państwo to odpowiada za część światowej podaży), jest obecnie mocno ograniczona przez międzynarodowe sankcje oraz fakt, że większość jej produkcji jest już dawno zakontraktowana przez rynki wschodnie, m.in. Chiny. Analitycy rynkowi oraz branża górnicza pukają się w czoło, wątpiąc, by Mińsk był w stanie z dnia na dzień zaspokoić amerykańskie apetyty po okazyjnych cenach.
Tymczasem rynki finansowe zareagowały natychmiastowym grymasem niepewności — notowania spółek nawozowych zanotowały chwilowe wahania, a spór o „potażowy deal” z reżimem Alaksandra Łukaszenki staje się nowym punktem zapalnym w relacjach Północnej Ameryki.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE