Pełne zbiorniki to nie wszystko
Wchodzimy w jesienny sezon grzewczy z imponującym wynikiem. Według danych operatora Gas Storage Poland, krajowe podziemne magazyny gazu zostały napełnione w imponującym stopniu – poziom zapasów sięga obecnie 99%. To wynik, który stawia nas w ścisłej europejskiej czołówce, zwłaszcza gdy spojrzy się na resztę kontynentu, gdzie unijne magazyny świecą pustkami, notując średnio zaledwie ok. 69–70% zapełnienia.
Liczby robią wrażenie: w instalacjach zgromadzono ponad 36 TWh paliwa, co w przeliczeniu daje ok. 3,3 mld metrów sześciennych gazu. Brzmi bezpiecznie? Tylko na pierwszy rzut oka. Eksperci zwracają uwagę na fundamentalny problem: polskie zaplecze magazynowe jest po prostu stosunkowo małe w porównaniu do realnych potrzeb całej gospodarki w trakcie mroźnej zimy. Dla porównania, pojedyncze wielkie magazyny w Niemczech potrafią pomieścić więcej surowca niż cała nasza infrastruktura.
Drogi surowiec i cienie geopolityki
Sytuację komplikuje otoczenie rynkowe. Jeszcze niedawno za megawatogodzinę (MWh) gazu na europejskich giełdach płacono około 30 EUR. Dziś notowania oscylują wokół 80 EUR/MWh. Choć do koszmarnych rekordów z 2022 roku, kiedy ceny przekraczały 300 EUR, wciąż nam daleko, drastyczny wzrost o kilkadziesiąt procent w stosunku do poprzednich sezonów musi budzić niepokój.
Za nagły skok cen odpowiadają globalne napięcia i nerwowość wokół kluczowych szlaków tranzytowych LNG oraz Bliskiego Wschodu. Rynek stał się niezwykle wrażliwy na każdy kaprys pogody i najmniejsze zakłócenia w dostawach.
Dwie twarze krajowych rezerw
Warto pamiętać, z czego dokładnie składa się nasza „poduszka bezpieczeństwa”. Krajowe zapasy dzielą się na dwa filary:
- Zapasy obowiązkowe: strategiczna rezerwa państwowa kontrolowana przez importerów, wynosząca około 1,3 mld m³, którą w razie kryzysu trzeba błyskawicznie uwolnić w maksymalnie 40 dni.
- Zapasy handlowe: wolumeny gromadzone przez prywatne podmioty na cele czysto biznesowe.
Choć administracyjnie i logistycznie zrobiono wszystko, co w ludzkiej mocy, nadchodząca zima zweryfikuje odporność europejskiego systemu energetycznego. Pełne magazyny kupią nam spokój na pierwsze tygodnie mrozów, ale przy długiej i srogiej zimie decydujący będzie import stały – a ten zależy od kapryśnego rynku globalnego.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE