Dom, który nie chciał zniknąć. Niezwykła historia ratunku zabytku w Bogatyni

Strona głównaMiasto

Dom, który nie chciał zniknąć. Niezwykła historia ratunku zabytku w Bogatyni

Czerwona cegła i zapach historii. Dlaczego tradycyjne domy z Warmii i Mazur urzekają po dziś dzień?
Koniec absurdów z oświetleniem. Nowe przepisy od 20 września rewolucjonizują zasady dla balkonów
Dom w kształcie latawca w Owczarni. Architektura zawalczyła z trudnym, torfowym gruntem

7 sierpnia 2010 roku zapisał się w czarnej historii Bogatyni jako dzień, w którym żywioł pokazał bezwzględną siłę. Przez miasto przetoczyła się potężna powódź błyskawiczna. W rejonie tym spadło w krótkim czasie ponad 140 litrów wody na metr kwadratowy, podczas gdy mieszkalna norma wynosiła zaledwie ułamek tej liczby. Mała, pozornie nieszkodliwa rzeczka Miedzianka zamieniła się w rwący potok, który niszczył wszystko na swojej drodze.

Wśród setek zniszczonych budynków znalazł się stary, dziewiętnastowieczny dom przy ulicy Listopadowej 15. Mimo że unikalna konstrukcja przysłupowo-zrębowo-ryglowa cudem wytrzymała napór fal, dom de facto został skazany na zagładę. Woda doszczętnie wymyła i naruszyła grunt w zakolu rzeki, a tuż obok zapadła się droga. Budynek zaczął „jęczeć i wzdychać”, a perspektywa katastrofy budowlanej stała się codziennością.

Druga szansa dla „Wędrowca”

Dla trzypokoleniowej rodziny, a szczególnie dla dziadków młodego stolarza i cieśli Beniamina Ziobry, wyburzenie gniazda rodzinnego nie wchodziło w grę. Zamiast machnąć ręką i postawić nowoczesną bryłę, podjęto szaloną, ale niezwykle odważną decyzję o translokacji budynku.

Operacja przypominała chirurgiczny zabieg na żywym organizmie:

  • Przez blisko półtora roku kompletowano skomplikowaną dokumentację i pozwolenia konserwatorskie.
  • Każda belka starego domu została dokładnie opisana i oznaczona.
  • Konstrukcję rozebrano ręcznie element po elemencie, a drewno przewieziono do specjalistycznego warsztatu ciesielskiego (m.in. w niemieckim Herrnhut), gdzie poddano je pieczołowitej renowacji.

Dzięki wymianie gruntów z miastem znaleziono nową, bezpieczną działkę na wzniesieniu – oddaloną o kilkadziesiąt metrów od niebezpiecznego brzegowego nurtu. Tam dom postawiono od nowa na solidnych fundamentach. Zyskał on symboliczny przydomek **„Wędrowiec”**.

Dziedzictwo, które przetrwało

Bogatynia do dziś uchodzi za polską stolicę unikalnej architektury łużyckiej, gdzie domy przysłupowe stanowią bezcenny, choć często zaniedbany skarb regionu. Historia rodziny Ziobro udowadnia jednak, że determinacja jednostek potrafi oszukać czas i skutki kataklizmów. Co więcej, dramatyczne wydarzenia sprzed lat i konieczność ratowania rodzinnego dziedzictwa ukształtowały zawodową drogę młodego pokolenia, zamieniając pasję do drewna w pełnoprawne rzemiosło cieielskie.

Źródło: muratordom.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: