Pogodowy rollercoaster i ekstrema klimatyczne
Zjawisko, z którym mierzymy się w ostatnich latach w Polsce i w całej Europie, to podręcznikowa ekstremalizacja zjawisk pogodowych. Długie tygodnie bez ani jednej kropli deszczu nagle ustępują miejsca gwałtownym ulewom. Statystyki roczne wcale nie wyglądają dramatycznie – sumy opadów mieszczą się w wieloletnich normach. Problem tkwi w czymś zupełnie innym: w brutalnej nierównomierności czasowej i przestrzennej. Woda spada z nieba w tak gigantycznych ilościach, że spragniona gleba nie nadąża jej wchłaniać. Zamiast zasilać warstwy podziemne, deszcz spływa do kanalizacji, wywołując lokalne podtopienia i powodzie błyskawiczne.
Jak celnie zauważył dr hab. inż. Stanisław M. Rybicki, prof. Politechniki Krakowskiej, bezpieczeństwa wodnego nie można już dłużej rozpatrywać przez pryzmat jednego zagrożenia. Mamy do czynienia z permanentnym rozkrokiem między dwoma skrajnościami:
- Okresowymi niedoborami, które uderzają w mieszkańców i przemysł, wysuszając mniejsze cieki wodne oraz ujęcia podziemne.
- Nadmiarem wody w postaci niszczycielskich nawałnic, z którymi nie radzi sobie przestarzała miejska infrastruktura.
Infrastruktura ze światka, którego już nie ma
Wielu z nas oburza się na widok pękających rur czy nocnych przerw w dostawach wody – tak jak działo się to m.in. w Mszanie Dolnej. Prawda jest jednak brutalna. Sieci wodociągowe, którymi płynie nasza woda, projektowano w zupełnie innej rzeczywistości klimatycznej. Bazowano na historycznych danych sprzed dekad, które dziś przypominają kartę z baśni. „Trudno o to winić inżynierów z przeszłości. Jeśli już, to całą cywilizację, bo to ona ponosi odpowiedzialność za globalne ocieplenie” – podkreśla prof. Rybicki.
Sytuację pogarszają bezmyślne decyzje planistyczne. Betonujemy kolejne hektary miast, wycinamy zielone gąbki, stawiamy osiedla tam, gdzie kiedyś naturalnie rozlewały się wody opadowe. Nic dziwnego, że systemy po prostu pękają w szwach.
Ratunek w technologii: Retencja, monitoring i sztuczna inteligencja
Co zatem możemy zrobić, zanim dojdzie do systemowego paraliżu? Eksperci z Politechniki Krakowskiej wskazują, że kluczem do przetrwania jest potrójna strategia: retencja, zaawansowany monitoring oraz sztuczna inteligencja (AI).
Tradycyjne metody walki z suszą i powodziem odchodzą w przeszłość. Dziś nowoczesne wodociągi muszą wdrażać algorytmy AI, które potrafią na bieżąco analizować stan rurociągów, przewidywać awarię na długo przed tym, zanim do niej dojdzie, oraz optymalizować procesy uzdatniania wody. W okresach suszy surowa woda z rzek czy jezior drastycznie traci na jakości, co zmusza stacje uzdatniania do zużywania znacznie większych ilości środków chemicznych. Inteligentne systemy zarządzania pozwalają reagować na te wahania mikrosekundę po ich wystąpieniu.
Nie bez znaczenia pozostaje też mała retencja i codzienne nawyki nas wszystkich. Zatrzymywanie deszczówki w przydomowych ogrodach czy ponowne wykorzystywanie tzw. szarej wody pozwala odciążyć miejską kanalizację i oszczędzać cenną wodę pitną. Bo w obliczu klimatycznego chaosu zasada „liczy się każdy litr” przestaje być pustym sloganem, a staje się surową koniecznością.
Źródło: RSS Popularyzacja

KOMENTARZE