Problem, o którym rzadko się mówi
Zużyta igła, wacik po pobraniu krwi, skomplikowane aparaty i miliony ton plastiku. System ochrony zdrowia w Polsce produkuje gigantyczne ilości śmieci. Choć pacjenci widzą głównie sterylne korytarzyki, na zapleczu placówek medycznych trwa codzienna walka z logistyką, która kosztuje miliony złotych i spędza sen z powiek dyrektorom szpitali.
Zgodnie z danymi kontrolowanymi m.in. przez Najwyższą Izbę Kontroli, gospodarka odpadami medycznymi w naszym kraju wciąż zmaga się z poważnymi grzechami przeszłości. Największym problemem pozostaje błędna klasyfikacja. Szpitale pod presją czasu oraz w obawie przed sankcjami sanitarnymi wrzucają do worków z napisem „zakaźne” niemal wszystko.
Złote standardy czy prowizorka?
Wielu menedżerów placówek medycznych przyznaje wprost: system jest dziurawy. Kontrole wykazały, że w wielu miejscach zawodziła nawet tak prosta rzecz jak prawidłowe magazynowanie i oznakowanie. Zdarzały się sytuacje, w których niebezpieczne odpady leżały w nieprzystosowanych miejscach, narażone na dostęp owadów czy gryzoni.
Co gorsza, okrutna rzeczywistość pandemii COVID-19 obnażyła słabość infrastruktury. Polskie przepisy od ponad dekady są niezwykle rygorystyczne i – zdaniem ekspertów z UOKiK-u – wymagają odświeżenia. Bezwzględny nakaz termicznego unieszkodliwiania odpadów zakaźnych w bardzo wysokich temperaturach sprawia, że brakuje elastyczności. W skrajnych momentach kryzysu zdrowotnego państwo zmuszone było do kosztownego wywożenia kontenerów ze śmieciami medycznymi aż do Szwecji.
Domowe odpady medyczne tykającą bombą
Problem nie dotyczy wyłącznie wielkich klinicznych molochów. Rewolucję w generowaniu trudnych odpadów przechodzimy my sami – w domach. Rozwój nowoczesnych terapii, rosnąca liczba diabetyków oraz pacjentów wykonujących codzienne iniekcje na własną rękę sprawiają, że zużyte strzykawki i peny lądują w zwykłych koszach na śmieci.
Choć na rynku powoli pojawiają się inicjatywy typu lekomaty, świadomość ekologiczna społeczzeństwa w tym zakresie dopiero raczkuje. Koszty utylizacji rosną, a polski system ochrony zdrowia wciąż szuka złotego środka między bezwzględnym bezpieczeństwem biologicznym a racjonalnym gospodarowaniem publicznym groszem.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE