Wilgoć w budownictwie rzadko uderza bez ostrzeżenia. Zanim na ścianie pojawią się czarne wykwity pleśni czy zaczną odpadać tynki, proces niszczenia trwa już od miesięcy. Woda wnika w głąb materiałów budowlanych powoli, a jej obecność na pierwszy rzut oka bywa całkowicie niewidoczna. Powierzchnia wysycha błyskawicznie, podczas gdy wnętrze muru wciąż przypomina gąbkę.
Tradycyjne metody wznoszenia budynków wprowadzają w mury setki, a czasem tysiące litrów wody technologicznej. Jeśli tynki czy wylewki nie wyschną odpowiednio wcześnie, a prace wykończeniowe ruszą zbyt szybko, wilgoć zostanie zamknięta w pułapce. Do tego dochodzi woda gruntowa podciągana kapilarnie przez fundamenty, opady deszczu uderzające w elewację oraz para wodna generowana przez domowników podczas gotowania czy prania.
Dlaczego „sucha” ściana może kłamać?
Ocena stanu muru wyłącznie na oko to najkrótsza droga do kosztownej pomyłki. Mokra ściana potrafi oszukać ludzkie zmysły. Jak zatem wykryć problem, zanim będzie za późno? Eksperci wskazują na kilka sygnałów ostrzegawczych:
- Specyficzny zapach: Zamiast świeżości w pomieszczeniu czuć stęchliznę lub zapach mokrego drewna i materiałów mineralnych.
- Fizyczny chłód: Zawilgocone przegrody są wyraźnie zimniejsze w dotyku niż te, które pozostają suche.
- Test folii: Przyklejenie szczelnie kawałka folii malarskiej do ściany na 24 godziny pozwala sprawdzić, czy pod spodem skropli się woda.
Dla precyzyjnej diagnozy domowe sposoby to jednak za mało. Wilgotność masowa muru ceramicznego do 3% oznacza stan bezpieczny. Wartość rzędu 5% sygnalizuje lekkie zawilgocenie wymagające obserwacji, natomiast przekroczenie progu 8% to jasny sygnał alarmowy wzywający do natychmiastowego osuszania.
Ukryte koszty i zagrożenia dla zdrowia
Ignorowanie problemu generuje lawinę strat. Mokre ściany drastycznie tracą właściwości izolacyjne, co bezpośrednio przekłada się na wzrost zapotrzebowania na energię grzewczą i wyższe rachunki za ogrzewanie. Wilgoć sprzyja też gniciu drewna, murszeniu cegły oraz korozji elementów stalowych [1.0].
Największą cenę płacą jednak mieszkańcy. Stała obecność grzybów pleśniowych i roztoczy w domowym mikroklimacie stymuluje rozwój alergii, astmy oraz przewlekłych chorób układu oddechowego. Szczególnie narażone na mykotoksyny są dzieci oraz osoby o obniżonej odporności. Reakcja na pierwsze, pozornie błahe objawy to najtańsza polisa na przyszłość.
Źródło: muratordom.pl

KOMENTARZE