Krzysztof Stanowski pędził 110 km/h w terenie zabudowanym. Stracił prawo jazdy i słono zapłaci

Strona głównaMotoryzacja

Krzysztof Stanowski pędził 110 km/h w terenie zabudowanym. Stracił prawo jazdy i słono zapłaci

Tragedia w Swarzędzu: zmarła kobieta postrzelona przez byłego partnera
Nocny dramat na DK91 w Narkowach. Jedno auto rozrywne na strzępy, są ofiary śmiertelne
Brutalny atak w Nowej Hucie. Nie żyje 36-letni mężczyzna

Rajd do Wąchocka zakończony kontrolą drogową

W niedzielę, 30 sierpnia 2026 roku, Krzysztof Stanowski przekonał się, że polska drogówka nie patrzy w dowody osobiste ani zasięgi w mediach społecznościowych. Znany dziennikarz i założyciel Kanału Zero wracał z letniej trasy swojej redakcji w województwie świętokrzyskim. Podróżował tuż za autokarem zespołu w kierunku Wąchocka.

W miejscowości Odrowąż sielankowa jazda dobiegła końca. Policyjny patrol zmierzył prędkość pojazdu, którym poruszał się influencer. Wynik na radarze nie pozostawiał złudzeń – na liczniku było 110 km/h w miejscu, gdzie obowiązywał standardowy limit do 50 km/h. Przekroczenie o równe 60 km/h w obszarze zabudowanym uruchomiło całą procedurę karną.

Mandat, punkty i trzymiesięczny urlop od kierownicy

Konsekwencje brawurowego manewru były natychmiastowe. Jak jako pierwsze ustaliło Radio ZET, funkcjonariusze nałożyli na twórcę internetowego surowe kary:

  • Mandat finansowy w wysokości 3 000 zł,
  • 13 punktów karnych dopisanych do konta,
  • Zatrzymanie dokumentu uprawniającego do prowadzenia pojazdów na okres 3 miesięcy.

Przekroczenie dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym bezwzględnie wiąże się z utratą prawa jazdy. Przepisy te od lat mają na celu ukrócenie najgroźniejszych zachowań na polskich drogach, choć wielu kierowców boleśnie przekonuje się o nich dopiero w trakcie policyjnej kontroli.

„Capnęli mnie i było 110”. Reakcja Stanowskiego

Stanowski nie ukrywał zdarzenia i szybko odniósł się do sprawy we wpisie na platformie X (dawniej Twitter). Z jego relacji wynikało, że winę ponosi chwila nieuwagi i przedwczesne dodanie gazu tuż przed końcem ograniczenia.

„Tak, to prawda. Jak dzisiaj jechałem za autokarem do Wąchocka, to minąłem jakąś małą miejscowość i przyspieszyłem. Jakieś 10 metrów przed znakiem »koniec terenu zabudowanego« mnie capnęli i było 110” – relacjonował dziennikarz.

W swoim stylu przytoczył też celną uwagę usłyszoną od mundurowego: „Jak to powiedział policjant: »Tam gdzie piękna droga, żeby depnąć, tam jesteśmy my«”. Do całej sytuacji podszedł z dystansem, ogłaszając internautom swoje nowe środki lokomocji: „No i spoko, następne trzy miesiące na rowerze w pogodę i z prywatnym kierowcą w niepogodę”.

Źródło: Wydarzenia w INTERIA.PL – wiadomości, wydarzenia

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: