Śmiertelny wypadek we wschodniej Islandii
W poniedziałek, 24 sierpnia, w malowniczym i chętnie odwiedzanym przez turystów kanionie Stuðlagil doszło do dramatycznego wypadku. Około godziny 13:15 czasu lokalnego 39-letni obywatel Polski wpadł do lodowcowej rzeki Jökulsá á Brú. Silny, bezlitosny nurt natychmiast porwał mężczyznę, który przebywał w regionie wraz z grupą znajomych.
Akcja poszukiwawcza ruszyła błyskawicznie. W trudnym terenie zaangażowano łącznie około 100 osób – w tym policjantów, ratowników medycznych, specjalistów od ratownictwa wodnego oraz śmigłowiec islandzkiej Straży Przybrzeżnej. Okolica, choć zachwyca bazaltowymi kolumnami i błękitną wodą, skrywa śmiertelne pułapki.
Dramatyczne poszukiwania i tragiczny finał
Przez wiele godzin ratownicy przeczesywali brzegi oraz nurt rzeki, nie tracąc nadziei. Przełom nastąpił około godziny 22:00. Nurki i zespoły poszukiwawcze zlokalizowały ciało poszukiwanego turysty zaledwie kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym wpadł do wody. Okazało się, że znajdowało się ono uwięzione w podwodnej jaskini, na głębokości kilku metrów. Życia mężczyzny nie udało się uratować.
Lokalne media, w tym regionalny portal *Głos Powiatu Średzkiego*, potwierdziły, że zmarłym 39-latkiem był mieszkaniec Środy Wielkopolskiej. Islandzka policja skontaktowała się z rodziną ofiary, przekazując bolesne wieści.
Świadkowie alarmują: brakuje zabezpieczeń
Wypadek wywołał ogromne poruszenie wśród lokalnych przewodników oraz turystów. Moment tragedii widziała m.in. islandzka przewodniczka Auðdís Tinna Hallgrímsdóttir, która znajdowała się w pobliżu ze swoją grupą.
„Właśnie dotarłam z moją grupą do nowej platformy widokowej, kiedy usłyszałam krzyki i nawoływania. Potem zobaczyłam mężczyznę w rzece” – relacjonowała w mediach społecznościowych, dodając, że ze względu na potężny prąd i lodowatą wodę nikt nie był w stanie bezpiecznie ruszyć mu z pomocą.
Eksperci i przewodnicy zwracają uwagę, że kanion Stuðlagil – który rocznie przyciąga nawet 200 tysięcy odwiedzających – od lat budzi kontrowersje pod kątem bezpieczeństwa. To już kolejny tak poważny wypadek w tym rejonie; w październiku 2024 roku w rzece utonęła tam inna zagraniczna turystka. Krytycy pytają głośno, dlaczego infrastruktura ochronna wciąż pozostawia wiele do życzenia i czy potrzebne są kolejne ofiary, by władze zdecydowały się na radykalne zmiany.
Źródło: Świat – Świat w RMF24

KOMENTARZE