Błyskawiczny upadek po trzech tygodniach
Trwało to zaledwie chwilę. Pod koniec lipca Barbara Mróz-Gorgoń z wielką pompą została mianowana przez premiera Donalda Tuska pełnomocniczką rządu do spraw promocji marki Polski. Zapowiadano powiew świeżości, strategiczne myślenie i nowoczesne podejście do wizerunku kraju. Tymczasem w piątek, po zaledwie kilkunastu dniach sprawowania urzędu, urzędniczka ogłosiła swoje odegranie.
Powód? Jak wskazała w opublikowanym w mediach społecznościowych oświadczeniu, decyzja jest podyktowana „niewyobrażalną skalą hejtu”, z jaką się mierzy. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej prozaiczna – za dymisją stoi potężna kompromitacja wokół rządowego dokumentu, który w mediach społecznościowych natychmiast okrzyknięto wzorcowym przykładem tzw. AI slopu.
200 tysięcy złotych za „twórczość” sztucznej inteligencji
Wszystko zaczeło się od czwartkowego wpisu Sebastiana Meitza z Instytutu Sobieskiego na platformie X. Analityk wziął pod lupę 26-stronicowy raport zatytułowany „Polaków portret własny”, który powstał w ramach prac nad strategią marki narodowej. Okazało się, że dokument kosztujący podatników 200 tysięcy złotych roi się od absurdalnych błędów merytorycznych, językowych potworków oraz pustych przypisów.
Wnikliwa analiza szybko wykazała, że tekst w przytłaczającej większości wygenerowały algorytmy sztucznej inteligencji. Wśród najbardziej kuriozalnych fragmentów internauci i eksperci wyłuskali m.in.:
- Tezę, że Katowice leżą w „północnym centrum” Polski.
- Rewelację, jakoby 95 proc. młodych Polaków mówiło płynnie po angielsku.
- Naukowe wywody o „głębokim zakorzenieniu w historii sufferingu” oraz występowaniu „syndromu impostora na poziomie narodowym” z niezrozumiałymi angielskimi wtrąceniami.
- Kuriozalne błędy w bibliografii i wyliczenia dotyczące m.in. liczby polskich noblistów.
Chaotyczne tłumaczenia i fala kpin
Reakcja internetu była bezlitosna. W sieci natychmiast wylano wiadro zimnej wody na autorkę raportu, a politycy opozycji, w tym Sławomir Mentzen, nie zostawili na administracji suchej nitki. Sama zainteresowana próbowała ratować sytuację w mediach. W czwartkowy wieczór na antenie Polsat News tłumaczyła, że dokument był jedynie „working progress” i formą pracy w procesie.
W piątek w rozmowie z Polską Agencją Prasową złagodziła ton, twierdzęc, że AI posłużyło wyłącznie do transkrypcji i redakcji, a nie generowania treści. Te słowa nikogo już jednak nie przekonały. Dymisja stała się faktem, a rządowe plany budowy spójnego wizerunku marki Polski zderzyły się z bolesną ścianą cyfrowej rzeczywistości.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE