Wielki nieobecny w naszej diecie
Zjadamy go średnio o jedną czwartą za mało. Choć polskie normy żywieniowe wyraźnie wskazują, że dorosły człowiek potrzebuje minimum 25 g błonnika dziennie, rzeczywistość wygląda znacznie gorzej. Statystyki pokazują, że przeciętny Polak nie przekracza granicy 18 gramów. I tak oto, zamiast chronić swój organizm, fundujemy mu powolne zmęczenie materiału.
Włókno roślinne, bo tak też nazywamy błonnik, to substancja oporna na działanie ludzkich enzymów trawiennych. I właśnie w tym tkwi jej sekret. Zamiast ulec rozkładowi w żołądku, wędruje dalej, robiąc w naszym przewodzie pokarmowym dokładnie to, czego najbardziej potrzebujemy.
Dwie twarze włókna: rozpuszczalne i nierozpuszczalne
Nie każdy błonnik działa tak samo. Wyróżniamy dwie główne frakcje, z których każda pełni zupełnie inną misję:
- Błonnik nierozpuszczalny (celuloza, ligniny) – działa jak szczotka. Pobudza perystaltykę jelit, zapobiega uciążliwym zaparciom i dosłownie „ymiata” zalegające resztki pokarmowe. Znajdziesz go w otrębach, pełnoziarnistym chlebie czy kaszach.
- Błonnik rozpuszczalny (pektyny, beta-glukany) – w kontakcie z wodą zamienia się w żel. Spowalnia wchłanianie glukozy, co chroni przed nagłymi skokami cukru we krwi, a przy okazji skutecznie obniża poziom „złego” cholesterolu. Jego potęgę kryją m.in. owoce, owsianka oraz nasiona strączkowe.
Tarcza przed chorobami cywilizacyjnymi
Ignorowanie błonnika to zaproszenie do tańca z poważnymi problemami zdrowotnymi. Lekarze i badacze nie mają wątpliwości: dieta uboga we włókno roślinne drastycznie zwiększa ryzyko rozwoju miażdżycy, cukrzycy typu 2, otyłości, a nawet nowotworów jelita grubego.
Co więcej, błonnik to naturalny hamulec apetytu. Pęczniejąc w żołądku, wysyła do mózgu sygnał: „jestem syty, nie musisz już podjadać”. To dlatego osoby, które nagle drastycznie obcinają cukier, ale zapominają o włączeniu warzyw i pełnych ziaren, tak szybko wracają do dawnej wagi. Bez błonnika każda dieta redukcyjna staje się drogą przez mękę.
Jak przestać popełniać błędy?
Zwiększanie ilości błonnika wcale nie wymaga rewolucji i przechodzenia na surową dietę trawiastą. Wystarczy kilka drobnych korekt: zamiana białego pieczywa na ciemne, wrzucenie garści nasion chia do porannego jogurtu czy dorzucenie soczewicy do obiadu. Trzeba jednak pamiętać o jednym złotej zasadzie: **wraz ze wzrostem ilości błonnika musisz pić więcej wody**. Bez odpowiedniego nawodnienia zamiast ulgi w brzuchu zafundujesz sobie bolesne wzdęcia.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE