Niewidzialny ratunek na talerzu. Dlaczego wciąż unikamy błonnika?

Strona głównaZdrowie

Niewidzialny ratunek na talerzu. Dlaczego wciąż unikamy błonnika?

Ten prosty napar wspiera zdrowie nerek. Co naprawdę warto pić na co dzień?
Dlaczego słowo „dieta” odstrasza mężczyzn? Nowe badania burzą mit o męskim odchudzaniu
Jak głodówka odmładza organizm? Przełomowe odkrycie naukowców z Yale
Codzienne picie słodzonych napojów mocno podbija ryzyko groźnego nowotworu
Prawda o sklepowych sokach: Co naprawdę kryje się w butelkorskim kartonie?
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Wielki nieobecny w naszej diecie

Zjadamy go średnio o jedną czwartą za mało. Choć polskie normy żywieniowe wyraźnie wskazują, że dorosły człowiek potrzebuje minimum 25 g błonnika dziennie, rzeczywistość wygląda znacznie gorzej. Statystyki pokazują, że przeciętny Polak nie przekracza granicy 18 gramów. I tak oto, zamiast chronić swój organizm, fundujemy mu powolne zmęczenie materiału.

Włókno roślinne, bo tak też nazywamy błonnik, to substancja oporna na działanie ludzkich enzymów trawiennych. I właśnie w tym tkwi jej sekret. Zamiast ulec rozkładowi w żołądku, wędruje dalej, robiąc w naszym przewodzie pokarmowym dokładnie to, czego najbardziej potrzebujemy.

Dwie twarze włókna: rozpuszczalne i nierozpuszczalne

Nie każdy błonnik działa tak samo. Wyróżniamy dwie główne frakcje, z których każda pełni zupełnie inną misję:

  • Błonnik nierozpuszczalny (celuloza, ligniny) – działa jak szczotka. Pobudza perystaltykę jelit, zapobiega uciążliwym zaparciom i dosłownie „ymiata” zalegające resztki pokarmowe. Znajdziesz go w otrębach, pełnoziarnistym chlebie czy kaszach.
  • Błonnik rozpuszczalny (pektyny, beta-glukany) – w kontakcie z wodą zamienia się w żel. Spowalnia wchłanianie glukozy, co chroni przed nagłymi skokami cukru we krwi, a przy okazji skutecznie obniża poziom „złego” cholesterolu. Jego potęgę kryją m.in. owoce, owsianka oraz nasiona strączkowe.

Tarcza przed chorobami cywilizacyjnymi

Ignorowanie błonnika to zaproszenie do tańca z poważnymi problemami zdrowotnymi. Lekarze i badacze nie mają wątpliwości: dieta uboga we włókno roślinne drastycznie zwiększa ryzyko rozwoju miażdżycy, cukrzycy typu 2, otyłości, a nawet nowotworów jelita grubego.

Co więcej, błonnik to naturalny hamulec apetytu. Pęczniejąc w żołądku, wysyła do mózgu sygnał: „jestem syty, nie musisz już podjadać”. To dlatego osoby, które nagle drastycznie obcinają cukier, ale zapominają o włączeniu warzyw i pełnych ziaren, tak szybko wracają do dawnej wagi. Bez błonnika każda dieta redukcyjna staje się drogą przez mękę.

Jak przestać popełniać błędy?

Zwiększanie ilości błonnika wcale nie wymaga rewolucji i przechodzenia na surową dietę trawiastą. Wystarczy kilka drobnych korekt: zamiana białego pieczywa na ciemne, wrzucenie garści nasion chia do porannego jogurtu czy dorzucenie soczewicy do obiadu. Trzeba jednak pamiętać o jednym złotej zasadzie: **wraz ze wzrostem ilości błonnika musisz pić więcej wody**. Bez odpowiedniego nawodnienia zamiast ulgi w brzuchu zafundujesz sobie bolesne wzdęcia.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0