Wielka iluzja taniego latania
Kupujesz bilet za kilkadziesiąt złotych, pakujesz plecak i marzysz o weekendzie w słonecznej Italii. Brzmi znajomo? Tanie linie lotnicze przyzwyczaiły nas do agresywnej polityki promocyjnej, w której bazowa cena przelotu bywa niższa niż obiad w lotniskowej restauracji. Gdy jednak dodasz do tego bagaż podręczny o odpowiednich wymiarach, rejestrowany, priorytetowe wejście na pokład i wskazanie konkretnego miejsca, ostateczna kwota na rachunku potrafi skutecznie zepsuć urlopowy nastrój.
Czy te ukryte koszty sprawiają, że budżetowi przewoźnicy przestają być opłacalni? Najnowszy raport przygotowany przez analityków AirAdvisor rzuca zupełnie nowe światło na europejskie niebo. Zamiast polegać wyłącznie na chwytliwych hasłach marketingowych, autorzy przeanalizowali wskaźnik RASK (przychód na dostępny kilometr siedzenia) u 23 europejskich przewoźników. Metoda ta uwzględnia absolutnie wszystkie dochody linii z pojedynczego fotela – w tym opcjonalne dodatki. Wyniki bywają zaskakujące.
Zaskakujący lider taniości i anty-rekordzista z Norwegii
Na czele zestawienia najtańszych linii lotniczych w Europie znalazł się Wizz Air. Węgierski niskokosztowiec zanotował najniższy wskaźnik przychodów na pasażerokilometr, wyprzedzając m.in. swojego głównego rywala, irlandzkiego Ryanaira. W praktyce oznacza to, że model biznesowy „landrynki” – mimo licznych dopłat i restrykcji – faktycznie pozwala na przemieszczanie się po kontynencie najniższym kosztem, pod warunkiem, że podróżny potrafi skutecznie unikać dodatkowych pułapek taryfowych.
Gdzie leży drugi biegun? Absolutnym liderem drożyzny okazał się podmiot, którego nazwa większości Polaków niewiele mówi. Najdroższą linią lotniczą w Europie ogłoszono norweskiego regionalnego przewoźnika Widerøe. Koszty przelotów generowane przez tę markę drastycznie odbiegają od rynkowej średniej. Eksperci szybko jednak spieszą z wyjaśnieniem: Widerøe dysponuje flotą około 70 samolotów turbośmigłowych i obsługuje trudne, niskovolumenowe trasy krajowe w surowym skandynawskim terenie. Często są to jedyne korytarze transportowe łączące odcięte od świata społeczności, co siłą rzeczy windowa ceny biletów do ekstremalnych poziomów.
- Wizz Air: bezapelacyjny król oszczędności i niskiego wskaźnika RASK w Europie.
- Ryanair: tuż za podium najtańszych, choć opłaty dodatkowe potrafią mocno podbić rachunek.
- Widerøe: najdroższy przewoźnik kontynentu ze względu na specyfikę norweskich połączeń regionalnych.
Tradycyjni giganci trzymają wysokie ceny
Gdy z rankingu wyłączymy specyficznego norweskiego operatora obsługującego fiordy, czołówkę najdroższych firm zdominowali tradycyjni giganci narodowi. Latanie z tradycyjnymi liniami zrzeszonymi w klasycznych aliansach wiąże się ze stabilnym, wysokim standardem, ale i ze słonymi rachunkami. Podróżni muszą płacić za komfort, obsługę na pokładzie oraz rozbudowane siatki połączeń przesiadkowych.
Eksperci radzą jedno: planując podróż w 2026 roku, warto dokładnie przekalkulować nie tylko sam bilet, ale całą logistykę wyprawy. Czasami droższa linia tradycyjna w pakiecie z darmowym bagażem i posiłkiem okazuje się tańsza niż tani przewoźnik obciążony lawiną ukrytych opłat.
Źródło: GeekWeek w INTERIA.PL – technologie, nauka, lifestyle i podróże

KOMENTARZE