Katastrofalny piątek w Częstochowie
Piątkowy wieczór, 9 października 2026 roku, na długo zapadnie w pamięć kibicom zgromadzonym przy ulicy Limanowskiego. Raków Częstochowa podszedł do 10. kolejki PKO BP Ekstraklasy z nożem na gardle, okupując ostatnie miejsce w tabeli. Nadzieje na sportowe przełamanie i impuls po przerwie reprezentacyjnej pękły jednak jak bańka mydlana. Podopieczni Tomasza Kaczmarka zostali rozbici przez GKS Katowice aż 1:4, co pogłębiło i tak już dramatyczną zapaść zespołu.
Dla gospodarzy była to już dziewiąta porażka w trwającym sezonie. Statystyka razi w oczy i nie pozostawia illusion – „Medaliki” z dorobkiem zaledwie 3 punktów tkwią na samym dnie klasyfikacji, a widmo realnego spadku z elity zagląda w oczy coraz wyraźniej.
Bartosz Nowak show i bezlitosna GieKSa
Początek spotkania wcale nie zwiastował tak bolesnego nokautu. Choć GKS objął prowadzenie w 34. minucie za sprawą Ilii Shkurina, który sprytnie wykończył akcję po zagraniu Bartosza Nowaka, gospodarze zdołali błyskawicznie odpowiedzieć. Jeszcze przed przerwą, w 37. minucie, Patryk Makuch huknął potężnie pod poprzeczkę, dając nadzieję na lepsze jutro.
Po zmianie stron na boisku istniała już tylko jedna drużyna. Kluczowy moment nadszedł błyskawicznie:
- 48. minuta: Niefortunna interwencja Jeana Carlosa Silvy w polu karnym i jedenastka dla gości. Bartosz Nowak bezczelną i efektowną podcinką w stylu „Panenki” pokonał Kacpra Trelowskiego.
- 57. minuta: Katastrofalna strata gospodarzy w środku pola. Mateusz Kowalczyk ruszył z solowym rajdem przez ponad 20 metrów i podwyższył na 3:1.
- 90+3. minuta: Dzieło zniszczenia dokończył Borja Galan, pakując piłkę do siatki głową po centrze z rzutu wolnego.
Trener bierze winę na siebie
Po końcowym gwizdku szkoleniowiec Rakowa, Tomasz Kaczmarek, nie szukał tanich wymówek. Zauważył jednak, że po stracie drugiego gola jego drużyna całkowicie rozsypala się w aspekcie mentalnym. Główna odpowiedzialność jest na mnie
– przyznał bez ogródek trener, dodając, że odbudowanie psychiczne szatni w nadchodzącym tygodniu będzie absolutnym priorytetem.
Tymczasem GKS Katowice zaciera ręce. Zespół prowadzony przez Rafała Góraka rozegrał koncertowe zawody na trudnym terenie i udowodnił, że potrafi bezwzględnie karać każdy błąd rywala. Katowiczanie pną się w tabeli, podczas gdy w Częstochowie pali się już czerwona lampka ostrzegawcza.

KOMENTARZE