Polityczne trzęsienie ziemi w Oslo
Wszystko zaczęło się od dokumentów, które na początku roku amerykański Departament Sprawiedliwości wyrzucił na światowe światło dzienne. Miliony stron akt powiązanych z Jeffreyem Epsteinem uderzyły w elity na całym globie, ale rykoszet, z jakim uderzyły w Norwegię, zaskoczył nawet największych sceptyków. Kraj kojarzony z pokojową dyplomacją i Nagrodą Nobla musiał zmierzyć się z bolesną prawdą o relacjach swoich dyplomatów ze skazanym przestępcą.
W środę, pod koniec września 2026 roku, przed parlamentarną Komisją Kontroli i Spraw Konstytucyjnych (Stortingets kontroll- og konstitusjonskomité) stanął premier kraju, Jonas Gahr Støre. Szef rządu, który w latach 2005–2012 szefował Ministerstwu Spraw Zagranicznych, musiał gęsto tłumaczyć się z decyzji finansowych i politycznych cieni przeszłości.
„Nie miałem żadnych relacji z Epsteinem”
Støre zeznał przed komisją wprost: „Epstein nie miał żadnego wpływu na norweską politykę zagraniczną” ani na decyzje dotyczące pomocy rozwojowej. Premier stanowczo odciąciął się od zmarłego w więzieniu finansisty, zapewniając, że osobiście nigdy nie utrzymywał z nim żadnych kontaktów.
Przesłuchanie dotknęło jednak znacznie głębszych problemów strukturalnych. Parlamentarzyści wzięli pod lupę m.in. gigantyczne dotacje – sięgające ponad 130 milionów koron (w przeliczeniu około 13,5 miliona dolarów) – które norweskie MSZ przekazało w latach 1997–2018 na rzecz International Peace Institute (IPI). Instytutem tym kierował Terje Rød-Larsen, klokowy dyplomata i architekt porozumień z Oslo z 1993 roku, którego nazwisko mocno przewija się w aktach Epsteina.
Zepsute jabłka czy zgniły system?
Støre odpierał zarzuty o istnienie tzw. „niezdrowej kultury” w norweskiej dyplomacji. Przekonywał, że błędy i skandaliczne zachowania poszczególnych osób nie mogą kłaść się cieniem na całą instytucję.
„Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka tylko dlatego, że jedna lub kilka osób dopuściły się nadużyć” – grzmiał z mównicy premier Støre.
Nie zmienia to faktu, że sytuacja jest poważna. W ramach szeroko zakrojonego śledztwa parlamentarnego przed komisją ma stanąć 11 obecnych oraz byłych ministrów spraw zagranicznych i współpracy rozwojowej. Co więcej, norweskie organy ścigania (w tym jednostka ds. przestępstw gospodarczych Økokrim) prowadzą własne dochodzenia dotyczące m.in. podejrzeń o poważną korupcję, w które uwikłani są dawni czołowi dyplomaci i politycy.
Państwo, które przez dekady budowało wizerunek globalnego mediatora czystego jak łza, dziś z niepokojem patrzy w przyszłość. Sprawa Epsteina w Norwegii pokazuje brutalną rzeczywistość: immunitet moralny i polityczny nie chroni już nikogo, gdy na jaw wychodzą poufne powiązania elit z mrocznym światem finansów.

KOMENTARZE