Miasto, które nieustannie ryczy
Średni poziom dźwięku w najgłośniejszych punktach Warszawy przekracza 80 decybeli. Eksperci bez ogródek porównują tę falę dźwiękową do nieustającego, irytującego brzęczenia młynka do kawy. Z opublikowanego przez Instytut Ekologii Akustycznej raportu „Hałas w mieście: Warszawa 2024–2025” wyłania się obraz przestrzeni, w której odpoczynek staje się luksusem.
Mieszkaniec lokalu usytuowanego przy ruchliwej arterii komunikacyjnej doświadcza każdego dnia od 15 do 30 ekstremalnych zdarzeń akustycznych, w których hałas przekracza barierę 100 dB. Za ten nocny i dzienny koszmar odpowiadają przede wszystkim amatorzy nocnych rajdów i właściciele aut oraz motocykli z celowo modyfikowanymi wydechami. Organizm człowieka nie potrafi się do tego przyzwyczaić – na każdy taki impuls reaguje potężnymyrzutem kortyzolu i silnym stresem.
Koszt zdrowotny: od bezsenności po depresję
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) od lat bije na alarm, jednak miejska rzeczywistość rzadko idzie w parze z zaleceniami medyków. Przewlekły hałas niszczy nas powoli, działając na organizm niczym ukryta choroba współistniejąca. Statystyki unijne mrożą krew w żyłach: co najmniej 17 milionów osób w całej Unii Europejskiej odczuwa poważną irytację, a 4,6 miliona cierpi na przewlekłe zaburzenia snu wywołane zgiełkiem transportu publicznego i drogowego.
Długotrwała ekspozycja na hałas powyżej norm to prosta droga do:
- poważnych chorób układu krążenia i zawałów,
- przewlekłych zaburzeń snu i chronicznego zmęczenia,
- problemów z koncentracją i drastycznego spadku wydajności w pracy,
- stanów lękowych oraz depresji.
Jak podkreślają psychologowie współpracujący przy badaniach nad miejską audiosferą, ryzyko rozwoju stanów lękowych wzrasta u ludzi już wtedy, gdy hałas przekracza 53 dB – czyli granicę uznawaną przez WHO za bezpieczne maksimum.
Dlaczego ekrany akustyczne przegrywają z rzeczywistością?
Gdy mieszkańcy zaczynają protestować, samorządy najczęściej sięgają po sprawdzone, choć archaiczne rozwiązanie: stawianie ekranów akustycznych. Zdaniem prof. Marcina Ślęzaka, dyrektora Instytutu Transportu Samochodowego, w gęsto tkanych strukturach centrów miast to rozwiązanie skazane na porażkę.
– W miastach, a szczególnie w ich centrach, nie jest łatwo ograniczyć ekspozycję na hałas. Nie wstawimy tam ekranów akustycznych, które w swojej prostocie są rozwiązaniem najszybszym. Jest jednak duży problem z estetyką takich rozwiązań, a poza tym zajmują one dużo miejsca i generują koszty – zwraca uwagę prof. Ślęzak. Ekrany szpecą architekturę, odcinają widok, a przede wszystkim chronią jedynie wybrane punkty, pozostawiając resztę tkanki miejskiej na łasce decybeli.
Prawo zamiast betonu
Skoro rozwiązania techniczne i kosztowne instalacje inżynieryjne zawodzą, gdzie szukać ratunku? Specjaliści są zgodni: najtańszym, a zarazem najskuteczniejszym narzędziem w walce z hałasem są bezwzględne przepisy prawne.
Potrzebujemy rewolucji legislacyjnej, która dotknie u źródła najbardziej uciążliwych sprawców hałasu. Mowa o surowych karach za manipulacje przy układach wydechowych pojazdów, rygorystycznych ograniczeniach prędkości w strefach zamieszkania oraz realnym egzekwowaniu norm ciszy nocnej i popołudniowej wokół stref rekreacji czy lokali gastronomicznych. Bez twardego bata w postaci przepisów, miasta nadal pozostaną hałaśliwymi molochami pożerającymi zdrowie swoich mieszkańców.
Źródło: RSS Popularyzacja

KOMENTARZE