Tragedia goni tragedię na Podlasiu. Partner potrącił syna, a poszukiwana kobieta ukrywała się w sianie

Strona głównaRegion

Tragedia goni tragedię na Podlasiu. Partner potrącił syna, a poszukiwana kobieta ukrywała się w sianie

Groźny incydent na Nowym Świecie. Obywatel Gruzji wszedł na rządowe auto wiceminister
Nielegalny lot dronem pod ogrodzeniem pyrzowickiego lotniska. 30-latek słono zapłaci za głupotę
Nietypowy incydent w Finlandii: Zajrzał do nieoznakowanego auta i sam stał się podejrzanym

Koszmar w Boćkach: powtórka sprzed lat

W połowie sierpnia 2026 roku niewielka wieś Boćki w województwie podlaskim stała się areną dramatu, który mrozi krew w żyłach. 16 sierpnia 2026 r. na terenie prywatnej posesji doszło do wypadku, w którym ucierpiał niespełna 4,5-letni chłopiec. 47-letni mężczyzna, cofając samochodem terenowym z podłączoną przyczepką, nie zauważył dziecka i je potrącił.

Chłopiec z urazami klatki piersiowej został przetransportowany śmigłowcem LPR do szpitala w Białymstoku. Na szczęście jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo i po kilku dniach wrócił do domu. Sprawa szybko jednak odsłoniła przerażające tło rodzinne, o którym mówi teraz cała Polska.

Okazało się, że dokładnie w tym samym miejscu — na tej samej posesji i z użyciem tego samego pojazdu — doszło do bliźniaczej tragedii w sierpniu 2023 roku. Wtedy pod kołami samochodu tego samego mężczyzny zginęło jego 10-miesięczne niemowlę. Sąd I instancji skazał go wówczas na 8 miesięcy więzienia, jednak sąd odwoławczy zmienił wyrok na grzywnę, uznając zdarzenie za nieszczęśliwy wypadek i biorąc pod uwagę ogromną traumę ojca.

Ukryta między belami siana. Partnerka z tragiczną przeszłością

Gdy na miejsce wypadku w Boćkach dotarły służby ratunkowe i policja, na jaw wyszły kolejne szokujące fakty. Na terenie tej samej posesji ukrywała się przed wymiarem sprawiedliwości 46-letnia partnerka właściciela domu. Kobieta próbowała schować się przed mundurowymi między belami siana.

Powód? Ma do odbycia wieloletnią karę pozbawienia wolności za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego. Kilka lat wcześniej, prowadząc samochód w stanie nietrzeźwości (miała w organizmie ponad 2 promile alkoholu) i pędząc z nadmierną prędkością, doprowadziła do kraksy, w której zginęło jej własne, 3,5-letnie dziecko. Kobieta została prawomocnie skazana, a teraz – zamiast odbywać wyrok – przebywała w otoczeniu mężczyzny, którego historia uderzająco przypomina jej własny dramat.

Głos śledczych i społeczny szok

Sprawą 47-letniego Eugeniusza S. zajęła się Prokuratura Rejonowa w Bielsku Podlaskim. Mężczyzna usłyszał zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, do którego się przyznał, choć odmówił składania dalszych wyjaśnień. Śledczy analizują całą sytuację opiekuńczą w rodzinie, a sprawą ma zająć się również sąd rodzinny.

Ta historia to wstrząsający obraz ludzkiej nieostrożności, zaniedbań i pasma niewyobrażalnych nieszczęść, w których centrum stale znajdują się bezbronne dzieci.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: