Szalejące ceny opału budzą niepokój
Nadchodzący sezon grzewczy spędza sen z powiek tysiącom Polaków, którzy zainwestowali w ekologiczne kotły. W obliczu niepokojących doniesień o tym, że tona pelletu może kosztować zimą nawet **4 tysiące złotych**, w mediach zawrzało. Spekulacje te wywołały burzę wokół raportu przygotowanego dla resortów energetycznych przez Polską Radę Pelletu. Dokument, którego szczegóły wyszły na jaw we wrześniu 2026 roku, zarysował czarny scenariusz drastycznych podwyżek w przypadku mroźnej zimy.
„Nie ma ekonomicznego uzasadnienia”
Do doniesień tych odniosła się minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska w programie RMF FM. W ocenie szefowej resortu klimatu, obecne podwyżki nie znajdują poparcia w twardych realiach gospodarczych. „Nie ma ekonomicznego uzasadnienia, by pellet w ten sposób rósł, bo ceny drewna w ostatnich latach są stabilne, a więc ceny odpadów produkowanych przez przemysł również” – podkreślała na antenie.
Minister zaznaczyła, że dokument zapowiadający ceny rzędu 4 tys. zł nie jest oficjalną prognozą rządową, lecz opracowaniem pochodzącym od prywatnych przedsiębiorców. Wprost wskazano, że część podmiotów może celowo podkręcać atmosferę strachu, aby zmusić konsumentów do szybszych zakupów. Co ciekawe, sama minister przyznała, że w ofertach rynkowych natknęła się na znacznie niższe stawki rzędu **1500 zł za tonę**, co natychmiast wywołało falę komentarzy i sceptycyzmu wśród konsumentów.
Gdzie leży źródło problemu?
Eksperci i przedstawiciele branży zwracają uwagę na szersze tło kryzysu. Do wzrostu cen przyczynia się nie tylko popyt ze strony gospodarstw domowych, ale także presja ze strony większych graczy – w tym ciepłownictwa oraz sektorów energetycznych, które coraz śmielej sięgają po biomasę. Dodatkowo liczba zainstalowanych w ostatnich latach pieców rośnie znacznie szybciej niż krajowa podaż surowca.
- Stabilne ceny drewna w Lasach Państwowych kontra drożejący gotowy produkt.
- Podejrzenia o spekulacje cenowe i sztuczne windowanie marż przez pośredników.
- Szukanie ratunku w alternatywnych rozwiązaniach, takich jak rozwój rynku agropelletu.
Choć rząd uspokaja nastroje i wskazuje na konieczność weryfikacji działań na rynku, portfele Polaków już teraz boleśnie odczuwają letni boom zakupowy. Zabezpieczenie pełnych zapasów na zimę to dla wielu gospodarstw domowych wydatek rzędu kilkunastu tysięcy złotych. Rynkowa rzeczywistość brutalnie weryfikuje rządowe zapewnienia, a konsumenci oczekują konkretnych działań stabilizujących ceny.
Źródło: Ekonomia – Ekonomia w RMF24

KOMENTARZE